Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB – oczami startującego

Jedna z największych imprez rowerowych w Polsce – oficjalne Mistrzostwa Polski zawodowców i amatorów w Maratonie MTB – już za nami. Wyścig odbył się 18.06.2006 roku w Wałbrzychu, w Książu, zaś start ostry ze Szczawna Zdroju.

Nie będziemy tu podawać wyników, czy analizować jazdy poszczególnych kolarzy zawodowych, bo te wszystkie informacje znajdziecie na oficjalnej stronie bikemaratonu, podamy jedynie, że zwycięzcami w kategorii Pro zostali Anna Szafraniec i Marek Galiński, zaś wśród nielicencjonowanych Ilona Cieślar i Patryk Sawicki.

Zajmiemy się raczej aspektem startu amatora w takim maratonie. Właściwie każdy, kto posiada kask i na rowerze jeździ częściej niż raz w tygodniu może podjąć się próby startu w maratonie MTB, oczywiście najpierw na krótszym dystansie (mega, piccolo, mini). Dopiero kiedy zweryfikuje się swoje możliwości na krótszych pętlach, można spróbować dłuższego dystansu (giga, grande, mega).

W całej historii Polskich maratonów ten był bardzo szczególny, za sprawą świetnej trasy, którą opracował i wytyczył Adam Szczurowski, zdobywca Pucharu Polski w Maratonach z ubiegłego roku. Zaprojektował on olbrzymią, 86-cio kilometrową pętlę, z której jadący pętlą mega (krótszą) zjeżdżali na 36 kilometrze. Wielu zawodników było pod wrażeniem takiego rozwiązania, jak również zaskoczonych, że wokół Wałbrzycha można wytyczyć tak ciekawe trasy (podobne rozwiązanie zastosowali tydzień wcześniej organizatorzy maratonu w Boguszowie – Gorcach). Tak więc trasa spotkała się z dużą aprobatą i muszę powiedzieć, że może być to nowy trend w Polsce, oczywiście tam, gdzie można takie wspaniałe pętle poprowadzić. Jednakże ostatnio istnieje tendencja do skracania tras maratonów, co w coraz większym stopniu przeszkadza zawodnikom, tak więc wydłużanie tras (do rozsądnych granic), powinno iść w parze z wytyczeniem tak ciekawych pętli.

Wracając do przebiegu Mistrzostw Polski:
Pogoda dopisała znakomicie: było ciepło i słonecznie (niektórzy narzekali na upał), chociaż poprzedniego dnia troszkę padało. Mimo to trasa była sucha i dobrze przygotowana, jechało się bardzo przyjemnie. Wydawało mi się, że ranga Mistrzostw Polski, oraz udział zawodowców troszkę odstraszy od udziału w tym wyścigu, ale się pomyliłem – frekwencja była odpowiednia, prawie osiemset osób na starcie to znakomity wynik, biorąc pod uwagę, że tydzień wcześniej odbył się maraton MTB w Boguszowie – Gorcach. Zawodowcy z oczywistych względów zajęli miejsca na początku stawki, reszta ustawiała się zgodnie z czasem przybycia na start (przynajmniej większość). Ruszyliśmy z Książa powoli peleton dojechał do pierwszego zakrętu… i tylko tam, bo później, mimo iż do Szczawna był przejazd honorowy i to nagle na liczniku było już prawie 40 km/h. Pomijając jednak ten fakt, to barwny peleton przejeżdżający przez Wałbrzych do Szczawna Zdroju przez Podzamcze, prezentował się wspaniale. Rozciągnięta grupa ośmiuset kolarzy jadących główną drogą robiła wrażenie na mieszkańcach i innych użytkownikach dróg.

Mam wrażenie, że gdy zakończyliśmy przejazd honorowy i nastąpiło zatrzymanie koło Teatru Zdrojowego, to niektórzy byli nie tyle rozgrzani, co zmęczeni. Ale po starcie ostrym żarty się skończyły i na wszystkich czekał już pierwszy podjazd i trudny zjazd – Wzgórze Gedymina, gdzie na zjeździe we znaki dawały się głównie korzenie. Tam też złapałem gumę, ale nie przejąłem się tym zbytnio, a poruszając ten temat chciałem zwrócić uwagę na pewien fenomen: czy wy również zauważyliście, że zaledwie kilkaset metrów po starcie, teoretycznie w miejscach, gdzie nic nie powinno się dziać zazwyczaj ktoś już stoi i pompuje dętkę? Postanowiłem zatem potraktować resztę wyścigu nie tyle turystycznie, co notując spostrzeżenia, uwagi i reakcje innych rowerzystów na maraton, trasę, obsługę, bufety itd. Generalnie już na podjeździe pod Chełmiec ludzie narzekali że jest ciężko, ale dopiero na zjeździe przekonali się, że to bardzo trudna góra, w zasadzie większość schodziła z rowerów, nie próbując nawet zjechać. A zjazd był trudny technicznie: kamienisty i wąski o dużym nachyleniu (część wiodła po trasie do downhillu). Po zjeździe do Rosochatki robiło się już prościej, ale za to znów podjazd po zboczu Chełmca. Ten fragment był prosty, ale wielu kolarzom dał się we znaki dość długo odcinek skrajem lasu i łąki, zrobiło się bardzo gorąco i duszno. Ale atmosferę podgrzał jeszcze bardziej zjazd do Bacówki po bardzo stromym zboczu. Widziałem wielu uśmiechniętych po zjeździe z tej łąki, ale również kilka niebezpiecznych sytuacji i zwątpienie w oczach tych, którzy patrzyli w dół i zastanawiali się, czy mają tędy zjechać, czy sprowadzić. Zapewniam, że łatwiej było zjechać, ale wiele osób popełniło błąd i zeszło z rowerów. Przy drugim bufecie (pierwszy był przed podjazdem na Chełmiec), zlokalizowanym w pobliżu Bacówki można było nieco ochłonąć i przygotować się do podjazdu pod Trójgarb. Wszędobylskie muchy i skwar nie są sprzymierzeńcami kolarzy podczas mozolnego wspinania się w górę na rowerach, ale nagrodą za wysiłek był oczywiście zjazd. Ponownie stromy i techniczny pozwalał cieszyć się możliwościami roweru górskiego. Tu właśnie następował rozjazd na małą i dużą pętlę ja wybrałem tę mniejszą ze względu na kiepską kondycję, więc wypowiem się tylko o tej części trasy, chociaż przytoczę również opinie o dużej pętli zasłyszane tuż po zakończeniu maratonu.

Zawodnicy wybierający małą pętlę w nagrodę otrzymali zjazd z Trójgarbu i ciężki odcinek przez rejony Modrzewca. Spokojnie zrobiło się już koło strugi i w zasadzie aż do Książa nie było już żadnych trudnych odcinków i można było skoncentrować się na utrzymaniu tempa i odnowieniu sił po morderczych podjazdach pokonanych do tej pory. Dodam, że na metę w Książu oczekiwałem z utęsknieniem i jadąc koło Państwowego Stada Ogierów cieszyłem się, że za chwilę sobie odpocznę, ale zapomniałem o „agrafkach" przygotowanych przez Adama „na dowidzenia" – dobiły wielu ludzi…w tym mnie.

Ale chyba to wszystko składa się na idealny przepis na Maraton MTB, po prostu z definicji jest on „górski": ukształtowanie terenu decyduje o walorach i czynniku trudności. Z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że ta trasa była godna Mistrzostw Polski. Podobnie organizacja: ilość personelu na trasie była imponująca, wszyscy startujący mogli odczuć, że organizator zapewnia bezpieczeństwo: wszystkie przejazdy były obstawione przez Policję, bezpieczeństwa pilnowało też wielu Strażników Miejskich z Wałbrzycha i Szczawna Zdroju, na trasie obsada organizatora rozstawiona była w newralgicznych punktach. Dlatego dziękujemy wszystkim zaangażowanych w realizację tego przedsięwzięcia, nie usłyszałem na ten temat żadnej krytycznej uwagi z ust zawodników. Narzekali startujący na dużej pętli, gdyż trochę niewłaściwie rozstawiono trzeci i czwarty bufet. Natomiast oznakowanie było wyśmienite. Chociaż jechałem jako jeden z ostatnich i czasem nie było już widać nikogo z przodu, to ani razu nie pomyliłem drogi i zwracałem uwagą na dużą ilość tabliczek z oznakowaniem.

Generalnie start w tak zorganizowanym maratonie i po takiej trasie to wielka frajda, to tam można odnaleźć sens słowa „górskie" opisujące kolarstwo jakie uprawiamy. Zaś frekwencja i opinie zawodników potwierdzają potrzebę i sens organizacji tak dużych imprez rowerowych. Mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się również na kolejnym wałbrzyskim maratonie MTB.

Jeśli posiadacie zdjęcia z tej imprezy, to serdecznie zapraszamy do ich wysyłania na adres: admin@mtb.walbrzych.pl - umieścimy je na stronie.

december

Ten wpis został opublikowany w kategorii Archiwum. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.